Przepisy

Rosół z pulpecikami

Rosół z pulpecikami...

14 stycznia 2019

Pyzy z mięsem...

14 stycznia 2019
Domowy schab wieprzowy

Domowy schab wieprzowy...

14 stycznia 2019
Dietetyczna pierś z kurczaka podana na ryżu z sałatką ze szpinaku

Dietetyczna pierś z ...

14 stycznia 2019
Łosoś wędzony

Łosoś wędzony...

14 stycznia 2019

Zobacz więcej

Polska Mapa Kiełbasy
Kiełbasopedia
Zakupy

Ze słodyczy to ja lubię …

22.12.2011 | kategoria: Artykuły, Ciekawostki

Moi drodzy, zbliżają się nieuchronnie Święta Bożego Narodzenia, a wraz z nimi tradycyjnie suto zastawione stoły wszelkimi smakołykami zarówno mięsnymi, jak i wegetariańskimi. Zwłaszcza w Noc Wigilijną, kiedy tradycja nakazuje (choć dziś już tylko delikatnie sugeruje) spożywać pokarmy bezmięsne. W moim rodzinnym domu tradycja ta jest kultywowana. Na stole dwanaście wybornych potraw przygotowanych przez moją mamę i nie tylko, bowiem kto żyw i ma obie ręce ten w przy stole pomaga jakkolwiek potrafi. Pod obrusem sianko, w kącie prawdziwa, pachnąca podlaskim borem choinka. Jedno wolne miejsce przy stole, które jeszcze nigdy nie zostało wykorzystane, ale kto wie… Jednak wróćmy do potraw.

 

Wigilia, jak już wspomniałem, to dania bezmięsne (ryby według tradycji nie są mięsem, co zresztą prowadziło do wielu absurdów w sarmackiej kuchni, ale o tym kiedy indziej). Na stole króluje karp, za którym osobiście nie przepadam. Są inne, przepyszne ryby w naszym kraju, które również doskonale pasują na wigilijny stół. Karp wiedzie prym od czasów socjalistycznych, bo po prostu inne ryby ciężko było dostać i w ten sposób stał sam się tradycją. Zatem pomińmy karpia.

 

Paszteciki z kapustą i grzybami a do tego aromatyczny barszczyk. Majstersztyk kuchni polskiej, potrawa doskonała na każdą okazję. Może dlatego nie kojarzy mi się tylko z Wigilią? Pomińmy zatem i paszteciki. Kompot z suszu. Od razu pominę bez dodatkowych wyjaśnień.

 

Co zostaje? Śledzie w śmietanie, jabłkach, po żydowsku. To zdecydowanie smakowa perełka na stole. Dobrze odsolony śledzik, leciutko chrupiący przy każdym kęsie. Palce lizać! Choć nie zawsze lubiłem śledzie, tak naprawdę nauczyłem się doceniać ich walory smakowe dopiero w szkole średniej, zaś przez całe dzieciństwo skutecznie omijałem półmiski z tą wyborną rybą. Jednak czym jest wspomnienie świąt, jeśli nie łączy się z dzieciństwem… Pomińmy też i śledzia.

Ale jest jeszcze jedna potrawa. Taka, która zawsze kojarzyła mi się tylko i wyłącznie z Nocą Wigilijną i jej wyjątkową atmosferą. Z rodzinnym domem, choinką i prezentami. Z mroźnym powietrzem na pasterce i grupkami kolędników przemierzających zaśnieżone ulice. Smakowała mi zawsze i zawsze, aż po dziś dzień to właśnie tej potrawy wyczekiwałem najbardziej. Kutia.

 

Kutia swoje korzenie ma w kuchni wschodniosłowiańskiej oraz kresowej, więc może wartym przypomnienia jest fakt, że korzenie mojej rodziny właśnie tam sięgają. Czym jest kutia? Może w zachodniej i centralnej Polsce częściej spotyka się termin „kluski z makiem”, którego zresztą i ja używałem przez sporą część mojego życia, jednak takie określenie jest bolesnym uproszczeniem magii tej potrawy.

 

Kutia w zasadzie pełni funkcję deseru. Zwyczajowo robiona jest z obtłuczonej pszenicy, ziaren maku, słodu lub miodu, i bakalii: różnorakich orzechów, rodzynek i innych dodatków. Może być podana ze zwykłym makaronem lub nawet ryżem, jednak dużo wyborniejsza jest ta na kluseczkach mącznych, lepkich i gumkowych. W wielu przepisach uwzględnia się mleko lub śmietankę, choć w oryginalnej kutii wykorzystywane było mleko z mielonego maku (nie wiem jak to się dzisiaj ma do kodeksu karnego).

 

Kutia, jaką pamiętam z dzieciństwa przez lata ewoluowała do prawdziwie wykwintnego przysmaku. Może dlatego, że współcześnie używa się składników, które niegdyś nie były tak dostępne, jak kawałki kandyzowanej skórki pomarańczowej czy migdały. Kiedyś był to zwykły makaron z makiem, miodem i rodzynkami. Dziś to bogata w bakalie uczta dla podniebienia.

 

Co takiego jest w kutii, że postanowiłem się o niej rozpisać? Sam dobrze nie wiem, może sentyment? Smak deseru po wszystkich śledziach i karpiach dla kilkuletniego dziecka to prawdziwa ekstaza smaku. Może to kresowość tej potrawy, do której mam taką słabość? A może po prostu jest naprawdę smaczna?

 

Wiem, że przytoczona dziś przeze mnie kutia nie ma nic wspólnego z kiełbasą, jednak zachęcam wszystkich gorąco do włączenia jej do tradycji wigilijnej w Waszych domach. Zachwyćmy się tym wybornym deserem i na chwilę odpocznijmy od potraw mięsnych, w końcu po Wigilii jeszcze mamy dwa dni jedzenia. Aha, i na koniec ważna rzecz – dzieci kochają kutię.

 

Wyjątkowo dziś ani słowa o kiełbasie. I dobrze, bo czasem musi być wyjątkowo. Zatem w tym miejscu życzę Wam wszystkim aby nadchodzące święta Bożego Narodzenia były wyjątkowo udane, zaś nowy rok AD 2012 obfitował w odkrywanie nowych horyzontów smaku naszej rodzimej kuchni.

 

Marcin

 

Przeczytaj również inne artykuły


Reklama

reklama reklama reklama